Miało to być spokojne weekendowe wypoczynkowe, bardzo potrzebna przerwa od chaosu, który panował w moim życiu przez ostatnie dwa lata. Ale to, co zastałam po powrocie, było niczym innym jak katastrofą – mój ukochany ogród został zniszczony buldożerem, a w jego miejscu znajdowała się ogromna dziura, prawdziwa katastrofa w trakcie tworzenia. A na środku tej plany stał mój teść, Richard, uśmiechający się szeroko jak Kot z Cheshire.
Spędziłam niezliczone godziny na pielęgnowaniu tego ogrodu. Każdy kwiat, każda roślina była starannie wybrana i pielęgnowana. To było moje ucieczka, moja ostoja. Ale Richard – o, Richard – miał inne plany.
„Linda, Tom, pomyślałem sobie” – powiedział Richard pewnego wieczoru po kolacji, odchrząkując.
Tom i ja wymieniliśmy spojrzenia. Wiedzieliśmy, co nadchodzi. Kiedy Richard mówił „pomyślałem sobie”, to nigdy nie było to nic dobrego.

„Podwórko” – kontynuował Richard – „po prostu tam stoi. Powinniśmy zrobić basen.”
Prawie zakrztusiłam się wodą. „Basen? Richard, podwórko nie jest nawet wystarczająco duże! Gdzie byśmy go postawili?”
„Och, poradzimy sobie. Nudzę się, gdy oboje jesteście w pracy. Basen byłby idealny dla mnie i moich przyjaciół, zwłaszcza w te gorące letnie dni” – wyjaśnił Richard, machając ręką lekceważąco.
Tom, zawsze głos rozsądku, odezwał się. „Tato, Linda włożyła mnóstwo pracy w ten ogród. Nie możesz po prostu zniszczyć wszystkiego. Poza tym basen to duża odpowiedzialność i wydatek. Nie sądzę, że sobie z tym poradzisz.”
Richard przewrócił oczami. „Będziecie mi wdzięczni, kiedy to się skończy. To będzie świetne.”
To było ostatnie, co o tym słyszałam… albo tak myślałam.
Pewnego weekendu postanowiliśmy z Tomem odwiedzić moich rodziców. To była mile widziana ucieczka od nieustannych rozmów Richarda o basenie. Wyjechaliśmy wcześnie w sobotę rano, planując wrócić w niedzielny wieczór.
Kiedy wjechaliśmy na podwórko w niedzielny wieczór, od razu wiedziałam, że coś jest nie tak. Przednia część podwórka była w nieładzie – wszędzie ślady po oponach. Kiedy skręciliśmy w stronę ogrodu, serce mi opadło.
Zatrzymałam się. Piękny ogród, który był moją dumą, zniknął. W jego miejscu była ogromna dziura, dookoła niej stosy ziemi. Większość moich kwiatów, tych, które pielęgnowałam przez lata, zniknęła. Poczzułam gulę w gardle.
A tam stał Richard, w samym środku tego bałaganu, uśmiechając się szeroko, jakby właśnie wygrał na loterii.

„Och, w końcu postanowiliście wrócić, co?” – zadrwił. „Zacząłem budować basen dla was. Nie musicie mi dziękować.”
Tom wybuchł. „Tato! Co do cholery ty myślałeś? Mówiliśmy ci, żebyś tego nie robił!”
Richard wzruszył ramionami, jakby to było nic ważnego. „Będziecie mi wdzięczni, kiedy to się skończy. Dostałem świetną ofertę na koparki.”
Stałam tam, nie mogąc się odezwać. Mój ogród, moja ostoja, zniszczony. Powstrzymywałam łzy, ale one i tak się pojawiły. Moje serce było ciężkie, a żołądek bolał.
Tom, widząc moje zdenerwowanie, objął mnie ramieniem. „Zajmę się tym, Linda. Nie martw się. Nie pozwolę, żeby on zbudował ten basen. Zatrudnię profesjonalnego ogrodnika i przywrócimy wszystko do stanu, jaki chcesz.”
Kiwnęłam głową, wciąż zbyt oszołomiona, by cokolwiek powiedzieć.
Następnego ranka obudziłam się, mając nadzieję, że to był tylko koszmar. Ale kiedy spojrzałam przez okno, koszmar okazał się rzeczywistością. Koparki były z powrotem, kontynuując swoją pracę.
Stałam tam, gotowa do wybuchu, kiedy zobaczyłam panią Jensen, naszą sąsiadkę, prowadzącą swojego małego psa Bastera. Pani Jensen zawsze była bardzo przywiązana do zasad, a ona i Richard nigdy się nie dogadywali.
Z figlarnym błyskiem w oku podeszła do Richarda. „Richard, kochanie” – zaczęła słodko – „czy wiesz, że istnieją przepisy dotyczące tego, jak blisko granicy nieruchomości można kopać?”

Richard parsknął. „Wiem, co robię, Margaret. Zajmij się swoim życiem.”
Uśmiech pani Jensen poszerzył się, a ja mogłam zobaczyć, jak jej umysł pracuje. „No cóż, powinnaś wiedzieć, że inspektor miejski jest moim dobrym przyjacielem. Pozwól, że zadzwonię do niego i zapytam, co o tym myśli.”
Twarz Richarda stała się blada. Zanim zdążył zaprotestować, pani Jensen już wybierała numer telefonu.
Godzinę później przybył inspektor miejski. Spojrzał na bałagan w naszym ogrodzie i pokręcił głową. „Przepraszam, panie, ale to całkowicie niezgodne z przepisami. Będziecie musieli natychmiast wypełnić tę dziurę.”
Richard zaczęła się jąkać. „Ale… ale…”
„I obawiam się, że będę musiał nałożyć grzywnę za rozpoczęcie budowy bez odpowiednich pozwoleń” – dodał inspektor.
Stałam tam w osłupieniu. To się działo. Karma działała.
Kiedy wykonawcy zaczęli wypełniać dziurę, głośny trzask rozbrzmiał w powietrzu. Nagle woda zaczęła tryskać wszędzie.
„Och nie…” – jęknął Richard. Koparki trafiły na stary wodociąg.
Nasze podwórko zamieniło się w błotnistą bagnę. Wykonawcy biegali, próbując zatrzymać przepływ wody, ale na nic. Chwilę później Richard poślizgnął się w błocie, lądując twarzą w tym bałaganie, który sam stworzył.

Tom i ja staliśmy na tarasie, patrząc w osłupieniu, jak Richard, przemoczony od stóp do głów, krzyczy na wykonawców. Jego ulubiony garnitur był zniszczony, a marzenia o oazie w ogrodzie dosłownie szły w drain.
Na koniec Richard musiał zapłacić za wszystko – grzywnę, naprawę wodociągu, koszt wypełnienia dziury, naprawę zalanego piwnicy i posprzątanie bałaganu, który stworzył. To była droga lekcja szacunku do cudzej własności i przestrzegania przepisów.
Po tym wszystkim entuzjazm Richarda dla poprawek w domu zniknął. Teraz spędzał większość czasu w swoim pokoju. Nawet wspomnienie o słowie „basen” wystarczyło, żeby skrzywił się i wyszedł z pokoju.
Jeśli chodzi o mój ogród, zajęło to trochę czasu, ale w końcu go ponownie zasadziłam, a w pewnym sensie był lepszy niż przedtem. Każdy kwiat był jak małe zwycięstwo nad nierozważnymi planami Richarda. Pani Jensen stała się też dobrą przyjaciółką. Kiedy tylko widziała mnie pracującą w ogrodzie, mrugała do mnie i mówiła: „Mam nadzieję, że nikt nie kopie basenu w twoim ogrodzie.”
Tom i ja nadal śmiejemy się z całej tej sytuacji. Stała się naszym ulubionym tematem na przyjęciach. „Czy opowiadaliśmy wam o tym, jak Richard próbował zbudować basen?” – zaczyna Tom, a nasi przyjaciele siadają, gotowi posłuchać tej historii.
Patrząc wstecz, jestem wdzięczna za to doświadczenie. Nie tylko nauczyło Richarda cennej lekcji, ale również zbliżyło mnie z Tomem. Stał przy mnie przez całą tę sytuację, udowadniając, że razem możemy przetrwać każdą burzę.
Więc jeśli kiedykolwiek będziesz miał do czynienia z trudnym członkiem rodziny, który nie szanuje twoich granic, pamiętaj: karma może czekać tuż za rogiem, gotowa, by zrobić splash.
