W zeszłym tygodniu, podczas gdy mieszkańcy południowej Kalifornii przygotowywali się na historyczny huragan, samotny pies błąkał się po jednej z dzielnic Los Angeles, desperacko szukając rodziny, która go porzuciła. Chodził od domu do domu, zaglądając pod bramy, jakby pytał: „Czy to mój dom?”
Sąsiedzi zauważyli dużego, białego psa krążącego po ulicach, ale wahali się mu pomóc z powodu ogromnej liczby kleszczy na jego ciele. Mimo to wszyscy mu współczuli i zaczęli go dokarmiać.
W końcu wezwali Suzette Hall, założycielkę organizacji ratowania zwierząt Logan’s Legacy.
„Sąsiedzi go karmili, ale nikt nie chciał go wpuścić do domu z powodu kleszczy”, powiedziała Hall dla portalu The Dodo. „Biedaczek po prostu czekał.”

Nawet gdyby ktoś otworzył przed nim drzwi, Suzette nie wierzy, że wszedłby do środka. Pies, który później został nazwany Scooby, był wyraźnie zdeterminowany, by odnaleźć swoją rodzinę. Po prostu nie chciał odejść z ulicy.
„Zaglądał pod bramy, jakby mówił: ‘Czy to mój dom?’” – powiedziała Hall. „On po prostu chciał znaleźć swoją rodzinę.”
Zbliżająca się burza zmotywowała Suzette, by jak najszybciej udać się na miejsce. Gdy zaparkowała, Scooby uniósł głowę z nadzieją w oczach, sądząc, że wreszcie ktoś z jego rodziny wrócił po niego. Gdy zorientował się, że to nie dawni właściciele, lecz osoba chcąca mu pomóc, był rozdarty między nadzieją a strachem.
„To było tak, jakby wiedział, że jestem tam, by go uratować”, powiedziała Hall. „Ale zawahał się, jakby myślał: ‘A co, jeśli oni wrócą, a mnie tu nie będzie?’”
Suzette zrozumiała jego ból. Usiadła obok niego, rozmawiała z nim spokojnie i zapewniła, że teraz będzie bezpieczny.
„Mieliśmy długą rozmowę”, powiedziała. „Powiedziałam mu, że jego rodzina nie wróci, ale że ze mną będzie bezpieczny.”
Po pewnym czasie Hall udało się założyć Scooby’emu obrożę i zabrać go do swojego samochodu. Gdy tylko wsiadł do pojazdu, Scooby w końcu się rozluźnił — i zasnął głęboko po raz pierwszy od wielu dni.

„Zasnął natychmiast”, powiedziała Suzette. „To takie słodkie… prawdziwy pies-przytulak.”
Zabrała go prosto do Camino Pet Hospital, gdzie zespół weterynaryjny troskliwie się nim zajął. Wkrótce Scooby poczuł się znacznie lepiej.
„Dziś macha ogonem bez przerwy, tarza się po ziemi i prosi o głaskanie po brzuchu”, powiedziała Hall z uśmiechem.
Obecnie Scooby przebywa w szpitalu weterynaryjnym, czekając na swój prawdziwy dom. Dla tak kochającego psa Suzette ma nadzieję, że szczęśliwe zakończenie nadejdzie wkrótce.
„Z całego serca szukamy rodziny, na którą zasługuje”, podsumowała. „Już nigdy więcej nie będzie porzucony.”
