Kiedy Bolo przeszedł przez drzwi główne Departamentu Policji Hopkinsville, nie miał pojęcia, że jego życie zmieni się na zawsze.
Miał tam być tylko przez jeden dzień. Prosta wizyta. Szansa na to, by opuścić schronisko, poznać kilka przyjaznych twarzy i być może oczarować kogoś na tyle, by go adoptowano. Taki był pomysł na “Paw-Trol Wednesdays”, nową inicjatywę wymyśloną przez Oficera Informacji Publicznej Royale’a Marfila. Co tydzień, jeden pies ze schroniska spędzał czas na komisariacie, chłonąc miłość i uwagę, a jeśli miał szczęście, to przyciągał uwagę przyszłej rodziny.
Bolo, trzyletni mieszaniec pitbulla, był pierwszym gościem programu.

Spędził już dwa długie, ciche miesiące w schronisku – czekając, obserwując, mając nadzieję. Jednak w momencie, gdy postawił łapę w komisariacie, stało się jasne: Bolo nie będzie już musiał długo czekać.
Na początku wszyscy byli ciekawi, ale ostrożni. Duży pies w biurze? Nikt nie wiedział, czego się spodziewać. Jednak w ciągu kilku minut, łagodne machanie ogonem i pełne wyrazu oczy Bolo rozpuściły wszystkie serca w budynku.
Obszedł wszystkich – spotykając dyspozytorów, funkcjonariuszy i pracowników – z spokojną, łatwą pewnością siebie. Chłonął głaskanie po brzuchu, przewracał się na plecy, szukając drapanek, i radośnie podążał za każdym, kto wyglądał, jakby miał jakąś przekąskę. Jego szeroki uśmiech i zabawny urok sprawiły, że nawet najcięższe dni stały się lżejsze.
„Szybko zbliżył się do wszystkich,” wspominał Marfil. „Na lunchu ludzie zaczęli pytać: ‘Czy możemy go zatrzymać?’”

W miarę jak dzień mijał, Bolo poczuł się jak w domu. Znalazł miejsce na chłodnej podłodze w biurze Marfila i położył się jakby był tam od lat. W końcu zasnął – z nogami drgającymi, chrapiąc jak stary mężczyzna – podczas gdy funkcjonariusze szeptali i śmiali się wokół niego, starając się nie obudzić swojego nowego ulubionego kolegi z pracy.
Kiedy nadszedł czas, by zabrać go z powrotem do schroniska, Bolo zawahał się. Opuscił głowę, uszy opadły, a z jego pyska wydobył się cichy, smutny jęk. To był moment, który trafia prosto w serce.
I trafił we wszystkich w departamencie.
Nikt nie chciał się z nim pożegnać. Dzięki szybkiemu rozmowie z szefem Newbym, nikt nie musiał.
